ULTRA KOTEŁ

Kategorie BLOG,ULTRA,ŻYCIE0 Komentarzy

CZEEEEŚĆ!!!! Jestem LUBOMIR choć wołają na mnie LUBO lub LUBIŚ
…i jestem ULTRASEM!

Dwa sierściaste ultrasy

A dlaczego ultrasem to już Ci piszę ….. przyszliśmy na świat razem z moim braciszkiem w Beskidzie Wyspowym .. jakiś duży ludź chyba nas nie polubił bo wywiózł nas do ciemnego lasu – może to przez bracika bo nie miał ogonka i nóżki miał powykręcane – duży ludź wziął nas na spacer do lasu i odjechał … chyba nas zapomniał bo zostaliśmy sami w tym ciemnym pohukującym czymś zwanym górą Lubomir – ja ledwo nauczyłem się chodzić nie wspominając o bracie – było nam zimno i straszno … usłyszeliśmy jakieś głosy i tuptanie nieopodal więc ostatkiem sił wyszliśmy z lasu na drogę – to jakieś dziwne duże ludzie  zwane ultrasami biegły pod górę – zaczęliśmy głośno miauczeć …….

Jeszcze razem z bracikiem …

Zimno i straszno …. ale dobrzy duzi ludzie naokoło!

Dwóch ludziów wzięło nas na ręce i poniosło drogą do góry ….. drżeliśmy ze strachu i zimna i krzyczeliśmy z całych sił – donieśli nas pod jakiś namiot gdzie było dużo więcej dużych ludziów – dostaliśmy karton z którego próbowałem uciec bo było nam dalej zimno….

Pamiętam, że podszedł do mnie taki jeden z narysowanym na pomarańczowej koszulce strasznym zwierzem z kłami … ale się uśmiechał i mnie głaskał – postanowiłem zagrać oczami najsłodszego kociaka w okolicy, żeby mnie stąd zabrał …. chyba mnie polubił.

Z kartonu ktoś nas zabrał i trafiliśmy do weterynarza, który zaglądał nam w uszy i kuł igłami … poczuliśmy się lepiej. Niestety mój braciszek nie dał rady i przestał się ruszać …. ja postanowiłem być silny jak te ludzie biegające po górach! Nie dam się i będę żył!

Po tym pierwszym ultra na UTM173km przyszła kolej na moje ultra życiowe!

Niestety byłem chory na Panleukopenię – straszne choróbsko, które przeżywa jeden kot na sto ….. postanowiłem walczyć – nie dam się tak łatwo – to będzie moje ultra! Opiekowali się mną już dobrzy duzi ludzie – brałem leki i wierzyłem, że osiągnę swój cel! Trwało to długo ok 2,5 miesiąca ale się udało – w końcu jestem ultrasem!
Czułem się coraz lepiej, aż się wszyscy dziwili – trafiłem do wspaniałych ludzi w fundacji Stawiamy na Łapy … którzy znaleźli mi sympatyczny domek tymczasowy z dwoma kocimi funflami … 

Od kartonu do kanapy 😉

Pewnego dnia gdy łapałem muchy na balkonie w domu tymczasowym pojawił się ludź, którego pamiętam ….. tak to ten co mnie tak ciepło głaskał gdy mnie znaleziono !!! O dziwo zabrał mnie do siebie i teraz z tej całej radości jest moim nowym niewolnikiem, któremu każę dawać jeść a jak mam ochotę to pozwolę się pogłaskać ….  fajnie w tym nowym miejscu – mam masę miejsca do biegania i jak czasem robię interwały naokoło kanapy to tylko iskry z paneli lecą!!!!! Lubię też budzić tych wszystkich moich podwładnych z rana gdy jeszcze tak dziwnie chrapią 😉

Niewolniku wstawaj i mnie miziaj i to już !!!!


No to tego jeszcze nie grali –  macie relacyję okiem sierściuszka …. tego samego o którym pisałem TUTAJ na relacji z UTM 173km w rozdziale nr 3.  
Nigdy nie chciałem w domu trzymać większego zwierza niż chomik tudzież szczurek (którego nota bene też mamy) .. no ale ja nie wierzę w przypadki tylko w przeznaczenie – czasem życie podsuwa sytuację, ludzi … i jak widać koteły, w jakimś konkretnym celu – każde spotkanie, słowo, porażka lub sukces, decyzja ma jakieś znaczenie …. wtedy tuląc tego małego bezbronnego kotka wiedziałem już, że on mnie wybrał – na spotkanie czekaliśmy dość długo – z punktu odżywczego (Gościniec Pod Lubomirem) gdzie zajęli się nim cudni wolontariusze UTM-u trafił do weterynarza, na początku leczył się z choroby w której umieralność jest prawie 90% … później dobre serca w fundacji zadbały o tymczasowy domek …. aż wreszcie trafił do mnie jako, że obiecałem sobie i orgom UTM, że jeżeli nikt go nie przygarnie to ja się nim zajmę – no i tak moja rodzina powiększyła się o jednego sierściastego mega świra.

Z tego co wiem, jednym z biegaczy, który przyniósł Lubiego na punkt był Rafał – dzięki wielkie!!! – jesteś jego ojcem chrzestym!!! Jak coś masz w Tychach nocleg free 😉

Lubo chyba by coś chętnie polatał po górach bo co się pakuję na jakiś bieg to mi włazi do plecaka…….

To gdzie dziś biegniemy ???

Konkluzja – miejcie oczy szeroko otwarte i przyjmujcie to co Wam życie przynosi – bądźcie takimi YES-MEN’ami swojego życia!!!

Kolego – widzę, że w głowie pusto !

Jestę Sfinksę …

Niewolniku – przynieś poidło!

Dwaj sierściaści in da hałs!

P.S. … przed odbiorem dostałem info, że kotek ma jeden „defekt” …. w czasie spania ciumka łapkę 😉 😉 😉 

Uwaga leci film – nic słodszego dzisiaj na internetach nie obczaicie – koniecznie z dźwiękiem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *