DZIKIE GSB vol.1 – PROLOG

Kategorie BIEGANIE,BLOG,GSB,ULTRA0 Komentarzy

CZĘŚĆ 1 – PROLOG
czyli monolog o tym jak dwa przerażone dziki znalazły się w środku nocy, w czarnym lesie, na błotnistym szlaku GSB

Lepiej późno niż wcale … jak to powiadają maszyniści PKP – zabieram się za epicki opis tego co Ultradziku i Bastek odbrykali w czerwcu roku kovidowego 2020! Tym samym w podróż zabieram także Was drodzy czytacze tego niszowego pseudobloga, który miał podbić świat a z braku czasu, bo człek tylko lata i lata – jest miejscem sporadycznych ale traumatycznych zwierzeń biegoholika. Tak czy owak, może to i dobrze, że upłynęło trochę czasu od DZIKIEGO GSB, bo mogę na to spojrzeć z większym dystansem (i nie mówię tu o dystansie szlaku) – wprawdzie wiele szczegółów i faktów może mi już umknąć ale tym samym nie zanudzę Was 20-tomowym arcydziełem literackim po 600 stron w tomie 😉 Usiądźcie wygodnie, przygotujcie zapałki na podtrzymanie opadających powiek i zróbcie sobie dużą kawę, żeby potem nie chodzić w te i nazad i przeciąg robić mi tu. Zapraszam Was w podróż po GSB – na pierwszy rzut, pierwsza część, pierwszy podrozdział – czyli początek wszystkiego!

Aaaaa no i numero uno to jest opis tego co było przed wyruszeniem na szlak więc jak interesują Cię tylko nasze siódme poty na GSB to sobie daruj i wbijaj od razu do części drugiej (jak już się pojawi 😉 )

Asfalt, ludzie, cywilizacja ….. nie znam 😉

Wiecie co? Ja to jeszcze jakiś czas temu nie wiedziałem nawet co to jest GSB – model nowej Multipli, nazwa części do kombajnu czy skrót Górnośląskiego Stowarzyszenia Bibliotekarzy? Mimo, że biegam od dawna dużo po górkach to w tym temacie, jak zresztą w wielu innych, byłem totalnym ignorantem. Żeby, zrozumieć jak znalazłem się na GSB trzeba by wrócić do początku mojego człapania.

Gdzie jest ta kropeczka, gdzie jest ten szlak ….. ???

ERA DINOZAURÓW i dzików szablozębnych czyli jakieś 8 lat temu
Dopiero rozkręcam się z bieganiem – trafiam na film o Darku Strychalskim „Zwycięzca” – jak nie widziałeś to koniecznie OBEJRZYJ TUTAJ. Darek, niepełnosprawny ultramaratończyk, nie poddaje się i startuje w wielu ultrabiegach  – choćby w Badwater w 2021 i 2014 roku (który to bieg dopisałem sobie do życiowych marzeń MUST TO DO). Z miejsca staje się moim idolem – człowiek gigant, śledzę jego poczynania i mocno kibicuję – daje mi inspirację by nie szukać wymówek tylko rozwiązań i działać od razu!

STYCZEŃ 2017 – ZIMOWY MARATON BIESZCZADZKI
Uwielbienie Bieszczad w formie meldowania się na rzeźnickich biegach i na starcie dopadam do kolesia co to leci z kamerką – a jako, żem człek wylewny i otwarty a i po wieczornym starciu z Dejwem jeszcze dość wesoły to zagabuje do wywiadu.

Kolega Marcin nosił maseczki zanim stało się to modne 😉

Kolejnego dnia znajduje się na TYM FILMIKU  i zagaduje operatora. Tak poznaję Marcina mojego już dobrego koleżkę, który okazuje się, że tak jak ja działa w stowarzyszeniu sportowym i robi biegi (np. fajowski Żorski Półmaraton Leśny) – szybko wchodzimy na wspólne fale, wspieram go graficznie – on zna wymiataczy takich jak Marcin Świerc czy uwaga – Darek Strychalski !!!. Marcin odpala projekt pomagania dzieciakom przez ultra-biegaczy ULTRA POMOCNI, który wspieram swoją pracą twórczą.

 

LIPIEC 2019
„Darecki” rusza na akcję Ultra-Pomocnych – ten przegigant za jednym zamachem chce zaliczyć Główny Szlak Sudecki 440km i Główny Szlak Beskidzki  500km a wszystko to by pomóc małej Lence (którą można dalej wspierać TUTAJ). GSS idzie gładko … a do mnie dociera, że do Darka można dołączyć i potowarzyszyć mu w trasie. Zwołuję sierściastych i w składzie Ultradziku, Bastek, Klimatyzator i częściowo Dejw wspieramy Darka na pierwszych 50km z Ustronia do Węgierskiej Górki – poznajemy tutaj też lokaleskę Anię alias TURBO SKRZAT, która ma bloga z prawdziwego zdarzenia a nie to co tutaj 😉 Zobacz BLOG ANI . No i kurka co? …. No i nagle biegnę sobie po górach razem ze swoim idolem, którego wyczyny motywowały do ruszenia się z kanapy, facetem megamocnym a zarazem skromnym i przyjacielskim – jak łatwo przekuć marzenia w rzeczywistość. Te godziny na szlaku były prawdziwym SZTOS-em dla mnie – mogę śmiało powiedzieć, że mój idol stał się moim przyjacielem 😉 Dzięki Darek ! 😉

Dobryyyy Fafik .. oddaj panciowi kijki …

Darecki z jakimś sierściuchem na początku swojego GSB (Barania Góra)

 

JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ
Zauważyliście, że trochę wyżej padła nazwa GSB? No właśnie w sumie wtedy, biegnąc z Ustronia zajarzyłem co to i gdzie to 😉 Po wszystkim, mówię chłopakom – kurde ale fajnie byłoby kiedyś zrobić cały ten szlak ! Ziarno zostało zasiane ……
Info dla niewtajemniczonych – GSB – Główny Szlak Beskidzki – czerwony szlak z Ustronia w Beskidach do Wołosate w Bieszczadach lub nazad liczący ok. 500 km i ponad 20 000 metrów przewyższeń – zależy kto mierzy, ile się gubi i jak długie kroki stawia 😉

Po czerwonej nitce do mety ….

Góra, dół, góra, dół ….. GSB-owy rollercoaster 😉

I JESZCZE TROCHĘ PÓŹNIEJ
Chyba na imprezie pobiegowej po Jesiennym Biegu Potrójnej i po kilku głębszych, oznajmiam nieśmiało otoczeniu – ROBIMY GSB ….słowo w liczbie mnogiej było ciut na wyrost, bo dopiero na to wpadłem, ale mam taką bandę zrytą w RUNHOGS Tychy, że byłem pewien, iż ktoś się nabierze na moje „no chodź, będzie fajnie..” 😉

Trzeba nisko upaść i przydzwonić głową w zol, aby porywać się na GSB 😉

Finalnie skusił się tylko Bastek, bo chłopina odmawiać nie umie a jest przeDZIKEM cośmy razem już przemierzyli niejedną ultra wyrypę i widok jego chudego tyłka wbitego w legginsy nie robi już na mnie żadnego wrażenia. … zresztą wiedziałem, że się skusi 😉 😉 😉 Wstępnie jeszcze WUJEK był chętny ale coś mu ten Kovid w koronie zajumał motywację do biegania i przeliczając siły na zamiary spasował. Za to mieliśmy jego jak i Dejwa w odwodzie jako dzikowy suport, chętny nieść pomoc zagubionym i popłakanym ze strachu dzikom szlakowym.

 

ROK KOVIDOWY 2020
TRENINGI – czas ruszyć dupsona i ładować kilometraż w te chude nogi moje i jeszcze chudsze Bastkowe! Od stycznia zaczynamy się rozkręcać – wizytujemy górki minimum raz na tydzień – Klimczok ma nas już chyba dość 😉 Patrząc z perspektywy statystyk przebieg mam dość stabilny – 240-270km miesięcznie. 

Na wiosnę pan od importu maseczek z podkrążonymi oczami zamyka nam lasy i zakazuje biegać …. łaaaaa . Oj nie ma bata – w domu między kuchnią a jadalnią wciskamy z żonką cudo techniki biegowej czyli bieżnię, co to podobno sama kilometry nabija! Nie jest to jednak to samo co ufandzolenie se sandałów na błotnych szlakach .. więc dalej wychodzę polatać w teren, niczym ten wyklęty biegacz – rozglądając się dookoła jakbym przed chwilą obrobił staruszkę z jej emerytury ….

Życie w masce jest ciężkie, ale za to picie w masce to dopiero wyczyn!!!
Tako powiadają Sub-Zero i Scorpion

Ogólnie treningi podsyła nam trenejro Szymon z Akademia Biegania 42k – większość staram się realizować, ale moje podejście też jest czasem „olewackie” a czasy dziwne i różnie to z tym wychodzi – Bastek w tym temacie jest chyba bardziej sumienny. Do truchtania jak zawsze dokładam też rower oraz pływanie (ze 2 razy w tygodniu) i niezastąpione grzanie sadła na saunie! Czy to wystarczy? Się zobaczy 😉

Szosowcy wszystkich krajów – przekonajcie mnie, że szosa jest fajniejsza niż góral !!! 😉

Pływanie – ważny element rozwoju każdego biegacza (pod okiem specjalisty WUJKA)!

A na 2 tygodnie PRZED funduje sobie jeszcze sympatyczną, górską 80-tkę częściowo czerwonym szlakiem z Wujkeim i Gąszczem coby ciało się pogibało i do łomotu przyzwyczajało 😉

To my tu napierniczamy od rana a LECH-u jeszcze śpi …. ;(

AKCJA
Od początku w planie było nie tylko biegowe haratnięcie GSB i sprawdzenie siebie ale także zrobienie przy okazji czegoś pożytecznego – coby ta kupa nikomu niepotrzebnej naszej roboty nie była tylko zaspokojeniem swojego ego ale też miała jakiś większy CEL. Inaczej być nie mogło jak tylko uderzenie do Marcina z Żor i wsparcie akcji Ultra Pomocni dla Natalki. Natka to przeurocza dziewczynka, którą los postanowił potraktować SMA – rdzeniowym zanikiem mięśni. Decyzja była prosta – biegniemy dla Natalki – może uda się przekuć biegowy wybryk panów w kryzysie wieku średniego w realną pomoc.

Jestem świadom, że takich akcji jest multum a ja to nie żaden Dżastin z milionami fanek .. no ale powrzucam trochę fotek z trasy, popiszę co w głuszy piszczy i może ktoś się uśmiechnie czytając moje wypociny, a ktoś inny zainspiruje, a kolejny wrzuci parę groszy na pomoc Natalce. Nie liczyłem na miliony – bardziej na tysiaka, góra dwa. No ale jak było zobaczycie na końcu 😉 A o Natalce możecie poczytać i wspierać ją dalej o tutaj:
FUNDACJA SERCE DLA MALUSZKA
SUPER MAŁA AGENTKA KONTRA GENETYCZNY POTWÓR

 

SPRZĘT
O duperalach, które ze sobą taszczyliśmy napiszę w ostatnim rozdziale, bo dopiero tam będzie można dokładnie przeanalizować czy jedne buty tak precyzyjnie klejone gdzieś w chińskiej prowincji wytrzymają taki łomot i czy 2 pary majtasów to wystarczająca nonszalancja w tym szlakowym półświatku. Niby mamy z Bastkiem jakieś skromne doświadczenie w tym co tachać ze sobą na długiej pobiegówce ale jest jedno małe ALE …. normalnie na biegach masz co jakiś czas punkty żywieniowe z szamankiem, gdzieniegdzie przepaki, na których niczym w przymierzalni u Gucciego zmieniasz sobie skarpetki na suche …. a tu echo! Zdecydowaliśmy się na formę SELF-SUPPORT czyli wszystko, dźwigamy na plerach – wprawdzie w zapasie mamy wspomnianych już dzików (Dejw i Wujek) jako suport ale to tak na wszelki wypadek jakby się okazało, że jesteśmy za cienkie Janusze GUR na to GSB. Postanawiamy, że ile się będzie dało jedziemy sauté…a co!

Shopping i progress …. czarny wyszczupla – biere!

Ja jak zwykle pakowanie zostawiam na ostatnią chwilę – 2 dni przed startem stwierdzam, że przydałby się jakiś plecak większy niż moja górska torebusia 12l … szybki wypad do Fashiona i wpadam do Salomona – no i tam rozkminka – 20l … a może 25l …… albo chyba 30l … kurka rurka. Finalnie łapiemy w promce 2 takie same plecaki Salomona 25l – dyć tam tyle miejsca, że będę powietrze w nim przemycał!
A tu w domu ZONK – przygotowuję hałdę rzeczy niezbędne MUST HAVE – wciskam do plecaka – on pełny, ja zadowolony .. odwracam się a tam drugie tyle niezapakowane … AAAAAAAAAAAA!!!!!

Jak upchać 40 litrów do 25 litrów …. 15 l trzeba wypić 😉

No to rozpakowanko, odchudzanie klamotów i pakowanko … i jeszcze raz … i kolejny …. Noszszsz pół niedzieli mi to zajęło – po odrzuceniu 60% zaplanowanych pierdół MAMY TO! – wstaję z tobołem na plecach i sobie myślę … to ja mam z tym biegać ??? Plecak waży ok 9,5 kg ……
Tak z grubsza to zmieściła się jedna seria ciuchów do przebrania, klapki, żarełko, kartusz gazowy, kubełek, apteczka, latarka, jakieś połerbanki, kijki składane …. no i śpiworki – bo bardzo wstępnie założenie to takie, że jak pogoda pozwoli to będziemy nocować gdzieś na glebie wśród dzikiej zwierzyny.

Dwa chłopaki – dwa plecaki czyli szerpowie GSB

Za nawigację robić będzie mapka wgrana w telefona i Garmina F935, mapy.cz, oraz najlepsza mapa na wyrypę po GSB ze stajni COMPASS autorstwa Leszka Piekło. Do tego dzięki wsparciu ACTIVE PROGRESS mamy namierzające nas GPS-y, dzięki którym można pchać tą sierściastą kropkę na mapce onlajn a nasze kobiety wiedzą, w której karczmie nas szukać.

Najlepsza nawigacja EVER – pan Leszek Piekło robi naprawdę zacną robotę!!!

 

PLAN
… fajnie było by go mieć – na samym początku rzuciłem – na luzie będziemy robić 80 kilometrów dziennie …. później jednak przekalkulowałem nasze nadambitne możliwości i strzeliłem – zróbmy to w 10 dni – czyli na spokojnie, bez ciśnienia z pieśnią na ustach robimy po 50 kaemów dziennie i niczym po niedzielnym spacerku dotrzemy do czerwonej kropy na końcu. Jakże się przekalkulowałem …..

Ile to MIAUeś biec dziennie ??? – Lubomir

No dobra … a lecymy na wschód czy zachód ? Pierwszą myślą było robić szlak tak jak jest on najczęściej robiony z Ustronia do Wołosatego. Jednak Bastek wpadł na genialny pomysł żeby zrobić to od d@#y strony i lecieć na opak. I to była zbawienna decyzja – początek czyli Bieszczady i Beskid Niski to wiele kilometrów odludzia, bez cywilizacji i z gorszymi szlakami pod względem oznaczenia i podłoża. Tam trzeba wiele sił i motywacji aby napierać dalej więc lepiej mieć to za sobą od razu – a później już tylko zbliżać się do naszego kwadratu w Beskidach, gdzie ludzi gęściej, karczmy i schroniska czekają by Cię przygarnąć a szlak utwardzony jak niemieckie autostrady!

 

TUŻ PRZED
Dzień startu miał być ustawiony dość luźno – zależy jaka będzie pogoda. A tu cały czerwiec LEJE i LEJE i LEJE – śledzimy ze zgrozą pogodę a tam całomiesięczne podlewanie Bieszczad. U nas wszystko przygotowane, robota obrobiona, żona udobruchana, głowa odpowiednio nastawiona …. a tu dalej LEJE! Czy ktoś tam zapomniał zakręcić kurek w chmurach czy polski hydraulik poszedł na L4???
Stawiam wszystko na jedną kartę – Bastek bier kąpielówki i startujemy 22 czerwca choćbyśmy mieli uprawiać kraula wysokogórskiego. Dzik nie z waty nie spłynie. Kurtałki mamy a i rzutem na taśmę decathlonowe spodnie antywodery żeśmy nabyli więc nie straszne nam sztormy i szkwały!
W nocy ruszamy z Tychów w kierunku przygody – w Bieszczady wywozi nas niczym te warchlaczki do wyrzucenia nasz kompaniero Dejw – mój pierwszy ultra bliźniak, z którym zaczynałem górskie rzeźniki i takie inne! Prawie całą drogę co robi? …. LEJE – w sensie deszcz a nie Dejw!

Ciągle pada …… asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby … 

Koniec drogi to bieszczadzkie leśne pustkowia – mało cywilizacji, dużo zwierzyny, zieleniny i … deszczu. Potoki, które mijamy ledwo trzymają się w korytach … tracimy zasięg w komórkach – no tak – DOJECHALIŚMY!
….a tym samym kończę to minimalistyczne wprowadzenia w akcję zwaną GSB, o której poczytacie w kolejne części sagi o dwóch dzikach co to lezą w błoto i pytają co to? ! 😉

Wołosate łelkamtu … 

Jest kropeczka – jest wycieczka 😉

DRUGA DZIKOCZĘŚĆ już niebawem
…. a tam o epickich widokach z Połonin i górskim pływaniu synchronicznym … i będzie o wiele więcej fociakóffff 😉

A jak chcesz możesz posłuchać podkastu, gdzie panowie dzikokwie rozprawiają przy mikrofonie i wodzie niegazowanej o szalkowych przygodach !

Ciekaw co dalej? … no to patrzaj:
CZĘŚĆ 2 – BŁOTTOMAGEDDON

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *